Hurricane Festival 2025 [RELACJA]

2025 June 25 | Sylwia Sarama


Niekiedy początki bywają trudne, szczególnie gdy przypadkiem znajdujemy się w kompletnie nowym dla siebie miejscu. Tym razem jednak adaptacja do nowego otoczenia poszła nam całkiem sprawnie… I nim się obejrzeliśmy miejscówka położona jakieś 7 godzin od naszego koziołkowego Poznania okazała się być dla naszej ekipy niczym drugi dom. W związku z czym możemy was zaprosić do przeczytania naszej relacji z niemieckiego Hurricane Festival. Wydarzenia odbywającego się w dniach 20-22 czerwca na Eichenring nieopodal miejscowości Scheeßel.

Nasze pierwsze godziny na terenie niemieckiego wydarzenia to standardowe rozpoznanie miejscowe. I tak chociażby wejście na imprezę okazało się być znacznie mniej skomplikowane aniżeli późniejszy wyjazd z parkingu (labirynt w polu)… W każdym razie dość szybko mogliśmy przejść się po dobrze nasłonecznionym terenie festiwalu. I wywnioskować, że wszystkie cztery sceny są zlokalizowane bardzo blisko siebie. Poruszanie się pomiędzy wybranymi koncertami jest więc na Hurricane całkiem sprawne. Przydaje się to szczególnie przy lawirowaniu na granicy czasoprzestrzeni gdy nachodzą na siebie jakieś występy. Niestety jedyny problem pojawia się w drodze do trzeciej co do wielkości sceny (Mountain Stage). W tym wypadku mijamy strefę gastronomiczną i ta przebieżka bywa czasami odrobinkę utrudniona.

Mountain Stage

Hurricane Festival 2025

Nie przeszkodziło nam to jednak w sprawdzeniu co w zanadrzu ma francuska formacja Landmvarks, która pierwszego dnia zamykała właśnie tą ‘przedzieloną’ jedzeniem scenę. Metalcore’owcy dwa miesiące wcześniej wydali krążek pt. “The Darkest Place I’ve Ever Been”, który po raz kolejny udowodnił, że kapela sięga do najwyższej półki tego gatunku. Przed publiką również wychodzą na wyżyny i prezentują się fenomenalnie! Moja znajomość języka francuskiego zakończyła się wraz z fatalnymi zajęciami na studiach (niestety). Profesor uważał jednak, że nie ma obecnie dobrej muzyki w tym języku… Moim zdaniem jest, tylko nie dla każdego słuchacza, “Creature” (intro) czy “Sombre 16” zostawia niesamowite wrażenie. Muzyka formacji w większości jest jednak po angielsku i te utwory stanowiły core całego setu. “Lost In A Wave”, “Blood Red” czy mój personalny faworyt “A Line in the Dust” wszystkie godne zobaczenia na żywo.

Jeżeli chodzi o Mountain Stage to miało na nim zagościć również Motionless In White, koncert ten został jednak odwołany ze względu na chorobę w kapeli. Na ostatnią chwilę w spot “cała na biało” wskoczyła grupa Leoniden, która została bardzo pozytywnie przyjęta przez publikę. Podobnie sprawa się miała z formacją Thrice, którą mieliśmy okazję zobaczyć po raz drugi w tym sezonie festiwalowym. Amerykanie podobnie jak w Czechach zagrali set składający się z utworów sięgających po cały zakres ich dyskografii. Usłyszeliśmy więc w jednym ciągu ponad dwudziestoletnie “Stare At The Sun” oraz znacznie nowsze “Hurricane” (trafna nazwa! ^^). Poza wymienionymi grupami na górskiej scenie pojawili się też Bad Nerves, Hot Water Music, Turbostaat czy Ikkimel.

Wild Coast Stage

Ukryta pod namiotem najmniejsza ze scen oferowała koncerty mniej znanych artystów – chociaż i od tego znalazły się odstępstwa bo zagrał tam chociażby Dayseeker. Amerykanie, którzy w innych zakątkach Europy grają na main stage tutaj zagrali wręcz kameralny set. Jeżeli chodzi o składniki tego wystąpienia to w ciągu czerwcowych występów zespołu wszędzie były one podobne. Pojawił się więc cover “My Immortal” (Evanescence), najnowszy singiel “Pale Moonlight” oraz znane i lubiane “Sleeptalk” czy “Without Me”. W tym miejscu zagrała także pochodząca z USA wokalistka Mothica. Artystka także sięgnęła po covery, w namiocie rozbrzmiało zatem “Can You Feel My Heart” (BMTH) i “All Star” (Smash Mouth). Mieliśmy okazję usłyszeć również nie opublikowany wcześniej singiel “Playing God” oraz po dwa kawałki z krążków “Nocturnal” i “Forever Fifteen”. Wśród wykonawców, którzy zagrali w namiocie znaleźli się jeszcze między innymi The Backseat Lovers, The Murder Capital, Sawyer Hill oraz Slowdive.

Galeria: Hurricane Festival 2025

River Stage

Następny rozdział na festiwalu napisało Rise Against występując na drugim co do wielkości River Stage. Amerykanie z ponad dwudziestoletnim stażem odpowiedzialni za takie hity jak “Savior”, “Prayer of the Refugee” czy “Hero of War”. Oczekiwania co do ich występu były więc duże, żeby nie użyć słowa ogromne. Niestety te łącznie piętnaście utworów przyprawiły nas o lekki ból głowy. Jedynie w nielicznych momentach można było poczuć energię sceniczną zespołu, a w pozostałej części setu można było w sumie leżakować. Niestety naprawdę był to jeden z większych zawodów całego wydarzenia. Zdecydowanie lepiej dzień później wypadli w tym miejscu Brytyjczycy z The Wombats. A na pewno bardziej chcieli utrzymać kontakt z publiką i oddać jej trochę energii. Co też się udało wraz z utworami “Lemon to a Knife Fight”, “Tokyo (Vampires & Wolves)” lub tradycyjnie “Let’s Dance to Joy Division”. Chociaż set zespołu był nieco krótszy aniżeli ten zaprezentowany przez Amerykanów to zdecydowanie pozostawił po sobie lepsze wrażenie.

Kolejnymi występami godnymi uwagi na tej scenie wydarzenia był między innymi set zaprezentowany przez Nova Twins. Chociaż duet Amy Love i Georgi South ma za sobą spory skok kariery (za sprawą utworu z BMTH), to nie wzbił się jeszcze na swoje wyżyny być może sytuacja ulegnie zmianie wraz z premierą ich trzeciego studyjnego wydawnictwa “Parasites & Butterflies”? Jest ku temu potencjał, który zaprezentowały na scenie chociażby singlem pt. “Monsters”. Girl In Red to pochodząca z Norwegii wokalistka, która także pojawiła się na River Stage. Nie jest to jednak nasz typ muzyki i raczej nie wybralibyśmy się ponownie na show kreowane przez artystkę.

Tą samą scenę przejęła również inna formacja z Wysp Brytyjskich czyli Hot Milk, która porwała publikę swoim “Party on my Deathbed” w ostatnich słonecznych chwilach tegorocznego Hurricane Festival. Gdy na scenie pojawili się Amyl and the Sniffers pogoda już powoli wskazywała na deszcz. Jednak to dopiero występ niemieckiego SDP stał się ofiarą deszczu i silnego wiatru. Koncert przerwano na niemal dwie godziny po ledwie trzech utworach, a kolejne piętnaście zagrano gdy na zewnątrz dało się już funkcjonować. Na River Stage zagościli również Kate Nash, Alligatoah, Wet Leg, Sam Fender czy Apache 2027.

Forest Stage

Hurricane Festival 2025

Największą, a zarazem najlepiej obsadzoną sceną tego wydarzenia okazało się być Forest Stage. Wiedzcie, że ciekawym doświadczeniem jest zobaczenie niemieckich wykonawców w ich rodzimych warunkach, a już szczególnie gdy mówimy o tym zespole… Electric Callboy nie tylko wprawili w zachwyt publikę, ale też otworzyli u nas traumy ze szkoły średniej. Po tylu latach nauki języka z zachodu, wiemy tylko, że nic nie wiemy 😉 Pomijając jednak fakt, że nie byliśmy w stanie zrozumieć choćby słowa padającego ze sceny to było to nadal fenomenalne show. Odśpiewane czysto? Nie, absolutnie nie. Natomiast wydało się to kompletnie nie istotne, gdyż w tym wypadku liczył się sam vibe. Absolutnie każdy kawałek był porywający czy to “Spaceman”, “Tekkno Train” czy covery Linkin Park lub Sum 41 (Frank Zummo gra aktualnie na perkusji zespołu, to taki mały hołd w jego stronę). Z takiego występu po prostu nie chce się rezygnować! Także jeżeli wahacie się względem Krakowa, to nie ma co się wstrzymywać 🙂

Z pozytywnych występów tego punktu możemy wymienić także Jimmy Eat World, Deftones, Yellowcard oraz Biffy Clyro. Ci pierwsi zagrali piętnaście utworów w tym oczywiście klasyk nad klasyki czyli “The Middle”. Jednak to nie ten utwór wypadł w czasie tego show najlepiej, naszym zdaniem tytuł należy się innemu numerowi z “Bleed American” czyli “Sweetness”. Nie najgorzej wypadło też “Criminal Energy” z najnowszego dotychczas krążka zespołu, “Surviving” wydanego w 2019 roku. Ogółem był to zdecydowanie jeden z najlepszych występów w ramach całej imprezy. Również Biffy Clyro nie zawiodło zgromadzonej publiki. Szkoci z trzydziestoletnim stażem scenicznym zagrali swoją nowość “A Little Love”, a także piętnaście innych numerów. Wśród tych najbardziej uwagi były “Living Is a Problem Because Everything Dies”, “That Golden Rule” czy “Instant History”.

W czasie swojego występu Deftones nie zapomnieli o swoich największych hitach “My Own Summer (Shove It)” oraz “Change (In the House of Flies)”. Set liczył łącznie trzynaście kawałków, a najwięcej czasu scenicznego amerykanie poświęcili numerom z krążka “Diamond Eyes”. Mroczne riffy i energiczne wypełniające przestrzeń brzmienia zrobiły wrażenie zasłużenie wrażenie na zgromadzonej publice. Słuchaczom do gustu przypadła także grupa Yellowcard, której rychły powrót w ubiegłym roku zaskoczył wielu fanów. Formacja zaprezentowała nie tylko znane “For You, and Your Denial”, “Ocean Avenue” czy “Lights and Sounds”, ale i swój najnowszy singiel pt. “Better Days”.

Na zakończenie pozostał nam jeszcze niezapomniany koncert Green Day, który na stałe zapisał się w historii Hurricane Festival nie tylko ze względu na jakość występu, ale powstałe przed nim zamieszanie. Burza przerwała wspomniany wcześniej występ grupy SDP, co finalnie odbiło się też na finale wydarzenia, które zostało opóźnione o kilkadziesiąt minut (niemal 3 godziny). Trio nie zawiodło jednak swoich fanów i pomimo problemów logistycznych przedstawili się nie tylko z ten energicznej strony, ale też formalnej dając pełne nie skrócone show. Łącznie zagrali więc dwadzieścia jeden utworów, a w tym “Basket Case”, “American Idiot”, “Wake Me Up When September Ends” oraz “Good Riddance (Time of Your Life)”.

Podsumowując Hurricane Festival to miejsce, które swoim klimatem przypomina bardziej rodzinny festyn miejski niż znane nam standardy festiwalowe. Brak tutaj systemu cashless, jedzenie ma sensowne ceny, cała miejscówka jest pełna przestrzeni i luzu. Z pewnością jest to miejsce dla tych z was, którzy nie przepadają za przepychem, nadmiarem stoisk i wszechobecnym zamieszaniem z nim związanym. Kolejnym atutem są też stosunkowo bliskie odległości scen, co bardzo ułatwia przeskakiwanie pomiędzy koncertami. Jednocześnie wszystko jest ze sobą tak zgrane, że nie ma też problemu z nachodzeniem się dźwięków. Jest to po prostu bardzo przyjemne w odbiorze miejsce, które z czystym sumieniem możemy polecić każdemu!

Komentarze: