Relacja: Full Force Festival 2024

2024 June 27 | Sylwia Sarama


Dopiero co powróciliśmy z Czech gdzie mieliśmy okazję relacjonować dla was rockowe święto naszych południowych sąsiadów (relację znajdziecie tutaj), a już wylądowaliśmy na kolejnym wydarzeniu tego rodzaju. W końcu czerwiec od wielu lat można kojarzyć z pokaźną ilością ciężkiego grania na starym kontynencie. Począwszy od powszechnie znanego ogromnego Rock Am Ring w Niemczech, przez Hellfest we Francji, Rock Werchter w Belgii, aż do Download w Wielkiej Brytanii. Nasz wybór padł jednak na nieco mniejsze wydarzenie odbywające się również u naszych zachodnich sąsiadów – festiwal Full Force zlokalizowany na wyspie Ferropolis w połowie drogi z Lipska do Berlina i około 170 kilometrów od granicy z Polską.

Dzień 1

Nasza przygoda z wyjazdem do Niemiec nie obyła się bez przeszkód. Deszcz, który defakto przerwał również samo wydarzenie, utrudnił nam nieco podróż. Gdy w końcu udało nam się dojechać do Gräfenhainichen pierwszy dzień chylił się już ku drugiej połowie. W trakcie swojego setu była już bowiem kanadyjska grupa Simple Plan. Biorąc pod uwagę, że wszystkie wcześniejsze koncerty tj. Imminence, Lionheart czy Halocene odwołano, przełożono lub przerwano to mieliśmy trochę szczęścia w nieszczęściu. Wiele nas nie ominęło.. Wracając jednak do głównego wątku to dla Simple Plan nad wyspą zaświeciło słońce. I to dosłownie! Ta charyzmatyczna pełna ciepła ekipa potrafi naprawić swoją muzyką każdy zły humor i najwyraźniej również pogodę. Zespół zaprezentował swoje największe przeboje, takie jak „I’m Just a Kid” czy „Perfect”, które wciąż wywołują u fanów tę nostalgię z czasów młodości. Jednak ponownie największym hitem u tych starszych słuchaczy okazał się być motyw przewodni z “What’s New, Scooby-Doo?”. To i charakterystyczne pop-punkowe dźwięki sprawiły, że jak zawsze cały koncert był wyjątkowym doświadczeniem.

Podobnie z resztą jak występ Brytyjczyków z formacji Casey. Tym razem jednak to nie skoczne i chwytliwe numery stanowiły prym tych doświadczeń, a emocjonalne i pełne mroku kawałki. Charakterystyczny dorobek grupy podkreśliły nie tylko najbardziej znane numery takie jak “Fluorescents”. Ale też garść nowości z krążka “How to Disappear”, który ukazał się w styczniu tego roku. Wszystko razem zmieniło się w koncertowe złoto, które warto przeżyć samemu. Nie żałujemy więc że wybraliśmy ten występ, chociaż w tym samym czasie w zupełnie innym zakątku wyspy swój koncert dawała wokalistka Deathbyromy. Niestety pech chciał, że nie da się być w dwóch miejscach. Natomiast przy okazji tej selekcji warto nadmienić, iż Full Force w kwestii nakładania się wykonawców naprawdę nie ma litości. W ciągu trzech dni imprezy takie sytuacje spotkały nas nagminnie i każda kolejna była gorsza od poprzedniej. Oczywiście to festiwalowa norma, ale to pierwszy raz gdy musieliśmy szukać aż takich kompromisów.

Kolejna para wykonawców kolidujący ze sobą to Alligatoah i Fuming Mouth. W tym wypadku z racji położenia festiwalu i naszej ciekawości postawiliśmy na rozluźnienie w rytm muzyki niemieckiego wykonawcy. Artysta, który łączy rap w języku niemieckim z elektroniką zdecydowanie jest unikatowym reprezentantem hip-hopowego światka. I tak przykładowo „Willst Du” odznaczający się bardzo znanym chwytem w tle jest całkiem przyjemnym doświadczeniem. A jednocześnie przynosi ze sobą delikatną traumę bo w naszych żyłach płynie wrodzona uraza do języka niemieckiego. Ni mniej ni więcej jeżeli kiedykolwiek przytrafi wam się okazja by przekonać się na własnej skórze jak wygląda jego koncert to polecamy z niej skorzystać

Na sam koniec zostawiliśmy Malevolence i Dark Tranquillity chodź i tutaj nie mieliśmy problemów z wyborem setu. Anglicy z Sheffield z klasą pokazali, że metalcore ma się dobrze, a publika rozumie o co chodzi. Zgromadzeni pod namiotem słuchacze mogli więc cieszyć ucho perfekcyjnie wykonanymi “On Broken Glass” czy “Keep Your Distance”. Wszystko po to by z zadowoleniem na twarzach imprezowicze mogli udać się na headliner’a tego wieczoru. A tego dnia była to również pochodząca z Anglii grupa Architects. Na ten moment to już prawdziwe legendy gatunku, które na swoim koncie mają całą masę klasyków. A mimo wszystko dalej nie spoczywają na laurach. W czasie tego wieczoru zaprezentowali więc swój najświeższy porywający kawałek “Course” oraz “Seeing Red” wydany kilka miesięcy wcześniej. A to wszystko przemieszali z “Animals”, “Doomsday” czy “Deep Fake”. Set składający się z kilkunastu utworów był porywający. Niestety ponad godzina żywiołowej zabawy pozostawiła po sobie ślad niedosytu. Jak to zwykle bywa gdy coś jest dobre to nam mało. Ni mniej jednak było to idealne zwieńczenie dnia, który zapowiadał się dramatycznie.

Dzień 2

Następny dzień z delikatnym rockowym brzmieniem rozpoczęła formacja Fixation, a w równoległym świecie za nieco mocniejsze uderzenie odpowiadało As Everything Unfolds. W naszej opinii Brytyjczycy pod wodzą Charlie Rolfe pokazali co potrafią, jednocześnie idealnie wprowadzając nas w nastrój przed kolejnym setem czyli Bleed From Within. Szkoci, którzy wystąpili również na wspomianym wcześniej RFP w Czechach wśród niemieckiej publiki mają więcej zwolenników. Dało się to odczuć nie tylko stojąc w tłumie ale też w dynamice kapeli. Motywem przewodnim tego setu podobnie jak na innych festiwalach pozostał w dalszym ciągu najnowszy album formacji, “Shrine” z 2022 roku. Najlepszym momentem okazał się jednak być numer “The End Of All We Know”. Z godnych uwagi kapel, które tego dnia zagrały swoje sety przed południem wymienimy jeszcze Until I Wake i Dying Wish.

Nieco później scenę rozgrzewała już metalcore’owa formacja z USA, The Acacia Strain i australisjka grupa Make Them Suffer. Jedna i druga dając występy na najwyższym poziomie. – Jeżeli nie wspominaliśmy, to teraz zgłaszamy, że nagłośnienie tego festiwalu to znakomita robota! W każdym razie Ci pierwsi swój set ułożyli w sposób, który się im bardzo chwali. Stawiając na różnorodność i zaprezentowanie całego przekroju swojej bogatej dyskografi w stosunkowo krótkim czasie. Fani usłyszeli więc klasyki z “Wormwood” jak i numery wydane ponad dekadę później na “Step Into the Light”. Australijczycy z Make Them Suffer długością swojego występu wypadli podobnie tutaj jednak muzyka skupiła się na nowszej odsłonie talentu muzyków. Słuchacze mieli okazję posłuchać kawałków z albumu “How to Survive a Funeral” wydanego w 2020 roku i garść nowości z nadchodzącego nowego longplay’a. Mimo to uważamy, że oba koncerty wypadły naprawdę pozytywnie.

Tego dnia gwiazdą wieczoru oficjalnie była grupa Dropkick Murphys i jeżeli ktoś faktycznie tak czuje to super, dla nas najistotniejszy był występ Bad Religion. Legenda punkowego grania, stażem starsza o dekadę aniżeli ich koledzy po fachu z celtycką domieszką dała popisowe show. Czternaście utworów zwieńczone klasyką gatunku, “American Jesus” (1993) to naprawdę nostalgiczny guilty pleasure i miła powtórka po Jarocinie w 2011 roku (nie trafiła nam się żadna okazja pomiędzy). Zwieńczeniem opowieści o drugim dniu będzie występ Counterparts, którzy o dziwo nie sięgają już na żywo po swój najbardziej znany krążek (“The Difference Between Hell and Home” – przyp.), a skupiają się na stosunkowo nowym “A Eulogy for Those Still Here” (2022). Kanadyjczycy również wypadli bardzo dobrze, co prowadzi nas do wniosku, że po prostu celtycki punk nie jest dla nas 😉

Dzień 3

Ostatni, trzeci dzień i ostatni moment na spotkanie z metalem (??) na Ferropolis. Dzień zaczęliśmy jednak z duńską grupą Siamese i nie oszukujmy się z metalem nie mają nic wspólnego. Oczywiście nie chcemy im tutaj ująć, bo repertuar mają lepszy niż nie jeden poszanowany zespół. Posunęlibyśmy się nawet do stwierdzenia, że był to jeden z lepszych koncertów tej imprezy – a na pewno jeden z lżejszych i bardziej przystępnych dla każdego rodzaju słuchacza. W krótkim secie zabrakło “Ocean Bed”, ale “Can’t Force The Love” nadrobił straty. Jeżeli ktoś jeszcze nie słyszał o tej kapeli niech leci nadrabiać. Polecamy w następnej kolejności sprawdzić też grupę Resolve. Francuska formacja gra już nieco mocnej, ale też widać w niej spory potencjał. Utwór “Human”, który otwierał występ tej kapeli pozostawiamy wam jako przykład.

Tego dnia naprawdę nie było dobrego momentu by zrobić sobie przerwę. Ledwie skończyły się rozgrzewające koncerty, a już trzeba było udać się na występy Silverstein i Bury Tomorrow. Kapele wymieniały się na głównej scenie, a w przerwie znalazło się jeszcze okienko na Shadow of Intent jeżeli ktoś miał ochotę. W toku tworzenia tej relacji zastanawiamy się czy nie mamy uzależnienia od kanadyjskich kapel. Ale w tym gronie to właśnie twórcy “My Heroine” skradli nasze serca. Ponad dwadzieścia lat na scenie, emo hit swoich czasów i nadal trafiają do publiki i to nie tylko ‘starociami’ jak “Smile in Your Sleep”. Usłyszeliśmy też “Bad Habits”, “Ultraviolet” czy “The Afterglow” z nowszych wydawnictw i wszystkie wypadają tak samo dobrze. Niewiele jest kapel, które trzymają poziom na jedenastu krążkach. Ale Brytyjczycy z Bury Tomorrow gonią ten tytuł. Kapela w dalszym ciągu promująca swój siódmy krążek “The Seventh Sun” również pokazała się od najlepszej strony. Aż dziw bierze, że Daniel jest w stanie wytrzymać w skórzanej kurtce cały występ – po naszej stronie barierek każdy był na koniec skrajnie odwoniony. Główna scena tego festiwalu ma jedną wadę – w ciągu dnia znajduje się w pełnym słońcu, a pogoda pod koniec czerwca płata deszczowe figle, ale o chłodzie raczej można zapomnieć.

Wśród mało znanych kapel pominęliśmy występujących nieco później niemców z Elwood Stray. Formacja ma na swoim koncie tylko debiutancki album, “Gone With The Flow” i kilka singli, ale ma potencjał do wypełniania klubowych sal. Za dowód może posłużyć wypadające znakomicie “Decay” czy “Uncertain Me”. Z innej strony wyspy na scenie popisywało się objawienie ostatnich tygodni czyli Holding Absence. Muzycy z Wielkiej Brytanii wydali w ubiegłym roku swój trzeci studyjny krążek, “The Noble Art of Self Destruction”. I faktycznie zagrali numery z tego krążka “A Crooked Melody” czy “False Dawn”, ale to “Afterlife” z poprzednika niezaprzeczalnie wypada najlepiej. Finalnie pomijając starania grupy to koncert nie należał do najbardziej porywających. Przynajmniej z naszej perspektywy na wzgórzu obok, na którym utknęliśmy bo pod scenę zlokalizowaną przy plaży nie dało się już dojść. Jeżeli mieliście okazję być na koncercie BMTH, Bad Omens albo One Direction to możecie się domyślać dlaczego nie było szans by podejść bliżej. 😉

Koniec dnia to oczywiście duże nazwy i o ile Frank Carter & The Rattlesnakes i Five Finger Death Punch kompletnie nas nie porwali o tyle Ice Nine Kills to już inna historia. Amerykanie zaserwowali publice swój Horror w ‘pozytywnych barwach’ porywając wszystkich zgromadzonych. trzynaście kawałków zwieńczonych numerem “Welcome to Horrorwood” dało nam koniec festiwalu z przytupem, którego oczekiwaliśmy. Nie było gorszego momentu tylko te, które można wyróżnić bardziej czyli “The Shower Scene”, “A Grave Mistake” czy “Meat & Greet”.

Podsumowując festiwal Full Force rozpoczął się dosyć niefortunnie. Ulewy jakie nawiedziły Niemczech tego dnia przyniosły sporo szkody, w tym również na terenie samego wydarzenia. Niestety co za tym idzie część koncertów spotkały opóźnienia, a inne zostały całkowicie odwołane. To cud, że finalnie organizatorzy wyszli z sytuacji obroną ręką. Koncerty, które miały szanse się odbyć postawiły poprzeczkę techniczną na inny lvl. I z całego serca życzymy sobie aby wszystkie tego typu wydarzenia tak prezentowały nam muzykę na żywo!

Komentarze: